Jeśli chodzi o pierwszą ligę, to niespodziewanie najwięcej emocji mieliśmy w starciu Atomic z Rybnikiem. Wszystko za sprawą tych ostatnich, którzy postanowili zjawić się w piątkę, przy dość solidnej ósemce Atomic. Kiedy na 7 minut do końca Błażej Napierała spadł za 5 faul i ekipa z południa regionu kończyła mecz czwórką graczy, wydawało się, że przeznaczenia się nie oszuka. Chyba że akurat w składzie jest Tomek Szymura, Jacek Rduch, Bartek Polnik i Zły, a po drugiej stronie Atomic, cały na biało, dobra z domieszką czerwieni :P Mieć tak doświadczonych graczy jak Lewy, Kasza czy Andrzej oraz Trenera w osobie Krzysia Wałka i przegrać z Czwórką Geriatrick Gang z Rybnika, to trzeba na serio umieć. Tutaj ekipa z Sosnowca mogłaby krzyknąć słynne hasełko: Bo kto jak nie my :)
Bliscy sprawienia sporych rozmiarów niespodzianki byli gracze Dobrych Chłopaków, którzy grając bez W. Kaniewskiego oraz W. Belknera byli zaledwie 3 minuty od ogrania solidnej ekipy Hicy. U Rudzian potwierdziło się ponownie, że jak trója nie siedzi, a Młody nie dojedzie, to kłopoty może im sprawić absolutnie każdy.
Psie derby nie zawiodły pod względem poziomu sportowego, natomiast gorzej z emocjami. Szóstka Dobermanów, koszykarsko jednak level wyżej od szóstki Wściekłych. Kolejny raz drużyna z Bytomia mogła się przekonać, ile daje im do jakości Tomasz Gembus, a właściwie ile tracą z tej jakości, jak go nie ma.
CoWeed zaś, kolejny raz pokazał swój "rybnicki charakter"." Gryzienie parkietu " ciągła presja na rywalach, w połączeniu z dobrym bieganiem i przyzwoitym rzutem, to mieszanka groźna dla każdego, szczególnie jak u Groszków nie dojechał Adam Anduła.
Gwiezdno natomiast dorwała Dynastię i było jechane. Dobrze że po stronie Dynastii sami pełnoletni, bo jeszcze by to ktoś podciągnął pod ustawę kamilkową.
Nie mniej ciekawie było na zapleczu. W grupie mistrzowskiej świetny mecz rozegrały ekipy Bricksów oraz Piasników MB. Oba teamy na paśmie porażek, więc stawką było przerwanie złej passy. Finalnie udało się to Piaśnikom, choć z drugiej strony bardziej opłacało chyba przegrać, bo zamiast nieobliczanych Bocianów (nigdy nie wiesz kto przyjedzie), Cegły trafiły na zdziesiątkowaną kontuzjami Olimpię.
Prawdziwą koszykarską bitwę stoczyły ekipy wspominanych wcześniej Bocianów z Wielką Kiścią. Do jej rozstrzygnięcia potrzebne były aż dwie dogrywki, w których to klasą dla siebie był Diego Ausin Perez. Rzut za "cztery punkty" na dogrywkę to był majstersztyk, no cóż prawdziwa Hiszpańska robota ;) Nie wierzyłem, że Kiść da z siebie wszystko by tylko, móc udowodnić OKKSowi, że przełamią ich klątwę.
W ostatnim meczu tej grupy grająca w pięciu Olimpia, trafiła na pełen Roster Knurów i pokazali że nie taki diabeł straszny. Meczu nie wygrali, ale troszkę mit "Niezwyciężonych" Knurów został nadszarpnięty.
W grupie spadkowej grający bez Grzesia OKKS do ostatnich minut meczu męczył się z Airballsami, które grały bez Szczupaka. Finalnie Mikołaj Parkietny i Piotrek Sosinka zrobili robotę, a OKKS uniknął kompromitacji i nie odpadł z Play Offów, do których wszedł z ..8 pozycji. No przecież, nie może być inaczej...
W kolejnym starciu Basket Czerwionka musiał odrobić 4 oka z pierwszego meczu z Ino Defence, by ich wyprzedzić i zameldować się w PO. Niestety dla nich, Mateusz Ludwin miał na to inne plany, a z kapitanem Ameryką się nie dyskutuje. Przy wsparciu Piotrka Kocura, Wojtka Koracha oraz "rąsi Zaji", miłośnicy obrony zrobili spokojnie Basket i teraz już mogą szykować się na Knury. Rywalizacja Kapitana Ameryki z Butcherem, to taki "cream de la cream" tych PO. Z jednej strony młodość, a z drugiej strony doświadczenie. Łączą ich ogromna pewność siebie, siła i determinacja w miażdżeniu rywali. To się będzie oglądało...
W klasycznym starciu o honor, Wataha bez większych problemów ograła B.A.B.D.
Tą kolejką zakończyliśmy rozgrywki w II lidze, która wróci do gry 7/8 marca na pierwsze mecze play Off oraz Play out. I liga zaś, swoje rozgrywki sezonu zasadniczego zakończy w najbliższą sobotę.
